niedziela, 6 grudnia 2015

ADWENTOWE TĘSKNOTY...

Wtedy zobaczą Syna Człowieczego przychodzącego z wielką mocą i chwałą. 
A gdy to zacznie się dziać, wyprostujcie się i podnieście głowy, bo zbliża się wasze odkupienie" /Łk 21, 27-28/


Każdy z okresów liturgicznych ma specyficzne, właściwe sobie zabarwienie.
Każdy też kojarzy mi się z jakimś konkretnym uczuciem.

Adwent, jak żaden inny czas, ma odcień tęsknoty.

Cały czas na coś czekamy, wyglądamy spełnienia pragnień, nadziei…
Całe życie jest adwentem.

Moja siostra powiedziała kiedyś, że tęsknota jest piękna.
I ma rację.

Ale jest też trudna. Bardzo trudna.
Bowiem często nie wiemy, co z tęsknotą zrobić.
Boimy się, że ujawni ciemną stronę naszego serca, zaskoczy nas prawdą o nas samych.

Istnieje pokusa, aby złagodzić ból tęsknoty, zagłuszyć wołanie serca, pragnienie oczu…
I może stać się tak, że wtedy będzie łatwiej, lżej, ale stracisz jednocześnie coś bardziej cennego – 
radość z ukojenia prawdziwej tęsknoty, gdy przyjdzie Ten, który jako jedyny tęsknotę Twojego serca może zaspokoić…

Adwent stawia Ci pytanie, za kim tak naprawdę tęsknisz? Czego pragniesz?

A Bóg?

On cały czas przychodzi.

Kiedyś przyjdzie po raz ostatni.

I Adwent się skończy.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz